Jedzenie na Minorce…

By : | Możliwość komentowania Jedzenie na Minorce… została wyłączona | On : Wrzesień 14, 2015 | Kategoria : Życie jak w Madrycie

LangostaPuntaPrima (3)

 

 

 

 

Jak wiecie lubię jeść, gotować i próbować, zresztą nie prowadziłabym blogu o jedzeniu gdybym tego nie lubiła. Muszę przyznać, że jadąc na Minorkę trochę się bałam. Wyspy Baleary uchodzą raczej za drogie, przynajmniej ja tak myślałam. Miałam, więc obawy, co do cen. Jednak się myliłam i rzeczywistość bardzo mnie zaskoczyła.  Po pierwsze nie było miejsca gdziebyśmy nie zjedli dobrze, no może poza jednym, ale o ty później, nigdzie nas nie oszukano, jakość była dobra a ceny naprawdę przystępne. Spokojne jedliśmy dobry posiłek za 40 EUR a była nas czwórka, z piwem, wodą i deserem dla dzieci. Nie mówię o pizzy czy byle, jakim hamburgerze tylko o rybach, kalmarach czy innych przystawkach typowych dla Hiszpanii.  Spokojnie mogę polecić dwa miejsca, które wyjątkowo przypadły mi do gustu. Pierwsze znajduje się w miejscowości Punta Prima. Zaraz przy plaży, jest tam krótki deptak z kilkoma restauracjami. Jak zawsze przy wyborze restauracji kierujmy się tym czy dany bar jest pełen, czy siedzą w niej ludzie, najlepiej Hiszpanie i nie wstydźmy się zaglądać w talerze. My po takim rozpoznawczym spacerku wybraliśmy restauracje El Faro, jedzenie tak nam smakowało, że wróciliśmy tam jeszcze dwa razy. Zjedliśmy tam naprawdę dobrą paelle, a muszę wam powiedzieć, że ciężko jest znaleźć restauracje z dobrą paellą w Hiszpanii. Ktoś powie, że to bzdura, ale z paellą jest tak jak u nas z pierogami, są tak znane, że jest ich tyle i mało już, które przypominają te tradycyjne babci czy mamy. Tutaj większość paellii w barach nad morzem robiona jest z rosołu z kartonu, mrożonych warzyw i ect. Jak ktoś, choć trochę lubuje się w paellii to szybko pozna różnicę. Oprócz paelli zjedliśmy też tam pyszny czarny ryż, z sosem z kalmarów, tzw. arroz negro con tinta de calamares i rybę lenguado a la plancha. Zrobiłam zdjęcia, więc sami oceńcie.  Druga restauracja to 971 w miejscowości Ciutadella zaraz naprzeciwko Ratusza. Restauracja z naleciałościami włoskimi, weszłam do niej, bo zaciekawiła mnie tapa na tablicy przed: „smażona nadziewana oliwka w cieście”. Pomyślałam musze to spróbować. I była naprawdę pyszna, do tego zamówiliśmy ser burrata i risotto de marisco, bo moja rodzina jak tylko może to je wszystko, co zawiera ryż. Jedzenie było smaczne, ładnie podane, obsługa sympatyczna i cena przystępna mając na względzie, że to druga po Mahon największa miejscowość na wyspie. W pozostałych miejscach jedliśmy dobrze, ale nie zapadły mi one tak w pamięci jak te dwie. Jedyne  ale to to, że na Minorce do piwa bardzo rzadko podają tapas, nie tak jak u nas w Madrycie!!Miejsce, które mnie rozczarowało to miejscowość Fornells, musicie wiedzieć, że będąc na Minorce trzeba spróbować langosty, czyli homara. Podaje się go tutaj na kilka sposobów, a la plancha, czyli rozkrojonego na pół, wzdłuż i na grillu, albo w zupie zwanej caldereta de langosta. Miejsce szczególnie polecane, żeby spróbować langoste to właśnie Fornells, więc się tam wybraliśmy i się rozczarowaliśmy. Nie samą miejscowością, bo mała, ładna z ciekawym portem pełnym malutkich łódek i jachtów, polecam na wieczorny spacer, ale nie na kolacje czy obiad. Jest bardzo drogo i to, co zjedliśmy było po prostu niesmaczne. Langostę zjadłam w moim barze w Punta Prima, był smaczna i o połowę tańsza jak w Fornells. Na koniec stolica, czyli Mahon, tam wybraliśmy się do portu, bo tam skupia się nocne i barowe życie, tym razem postawiliśmy na tapas. Zjedliśmy kilka przystawek i też było smacznie, najbardziej smakowały mi smażone pulpety ze szpinakiem i kalmary w całości z bobem, super tapa. Polecam spacer po porcie, zaglądanie do talerzy i każdy znajdzie coś dla siebie.

Co typowego można przywieźć z Minorki, jeśli chodzi o jedzenie; na pewno ser, queso Mahon, robiony z krowiego mleka i duma wyspy, ja osobiście zostanę przy queso Manchego, bo wole te owcze jak krowie. Następna typowa rzecz to sobrasada, typ kiełbasy podobnej do chirizo, warto spróbować zanim kupimy do domu, bo nie każdemu może smakować. Mnie osobiście najbardziej smakowały ensaimadas, słodkie bądź z warzywami albo mięsem, zwane tutaj Coca bamba. Jest to po prostu typ ciast z zapiekanymi w nich warzywami, owocami, mięsem, chorizo ect. Świetnie nadają się na przekąskę czy też jak zwiedzamy miasto i dopadnie nas głód, sprzedawane najczęściej na straganach, w czasie targów, festynów i fiesty. Ostatnia typowa rzecz to Gin, pozostałość na wyspie po Anglikach. Znajdziecie go w każdym sklepie i barze.

Kończąc mogę wam powiedzieć, że możecie się tutaj czuć bezpiecznie, nie spotkałam się z naciąganiem ani ze złym jedzeniem. Pamiętajcie jednak żeby zawsze sprawdzać rachunek, ilość dań i cenę za kilogram, szczególnie, jeśli chodzi o ryby. Abstrahując od Minorki to tego lata hitem w Internecie był rachunek pary, która wybrała się na kolacje na Formenterze (najmniejsza z wysp Balearów), zapłaciła za zwykłą kolacje z rybą ponad 300 EUR. Nie mogli nic zrobić, bo zamówili rybę i nie zapytali ile kosztuje jej kilogram i jak duże są porcje. Restauracje zafundowała im kawałek ryby, której kilogram był bardzo drogi. Nie wiem czy warto tak oszukiwać, bo chyba już nikt nie zajdzie do tej restauracji. Poniżej zamieszczam zdjęcie, omijajcie ją jak będziecie na tej wyspie. Ja natomiast miałam taką przygodę jadąc do Kadyksu, musiałam zawieść dzieciaki nad morze. Zatrzymaliśmy się w Jerez de la Frontera, żeby coś zjeść, normalny bar, jedzenie niezłe, ale nic nadzwyczajnego. Potem rachunek a tu niespodzianka, jednak spodziewana, bo Andaluzja to inny świat zawsze trzeba patrzyć na rachunek. Jedna Coca Cola więcej, niby nic, 2 eur, tak na dzień doby jak mówi mój mąż żeby przywitać turystę i żeby nie zapomniał, że wjeżdża do Andaluzji…

ticket

Jedzenie na Minorce…
5 (100%) 2 votes
Share This Post!
Opt In Image
Zapisz się na subskrypcje

Zapisz się na subskrypcje i dostaniesz posta na Twojego mail zawsze jak coś nowego wydarzy się na hiszpanskiejedzenie.pl